Nocna wizyta

Mietek jak zwykle położył się spać około godz. 9.00 wieczorem. Po całodziennej pracy, w zawodzie operatora skrawarki ręcznej, człowiek ma prawo być zmęczony.
Jednak jego sen został zmącony dzwonkiem do drzwi. Otworzył oczy spoglądając na zegarek.
Wskazówka minęła już godzinę 23.00.
– Kto tam u licha!
– Niespodzianka – zaskakiwanka – usłyszał dwa piskliwe głosy.
– Otwórz! Kici, kici koteczku!
– Co jest, kurwa, przecież dzisiaj nie wypiłem nawet łyka. – Mietkowi kłębią się myśli.
Otworzył. Na zewnątrz stały dwie roznegliżowane panienki. Jedna z nich trzymała otwartego szampana.
Mietek uszczypnął się w tyłek, ale one stały tam dalej.
– O co chodzi? – spytał.
– Na górze była impreza i wszyscy się pochlali, więc chciałyśmy zmienić klimat – odpowiedziała jedna z nich, wyraźnie podchmielona.
– To jedźcie na Kamczatkę, tam jest inny klimat. Ja nie mam czasu na głupoty, jutro idę do roboty – ripostował wkurwiony Mietek.
– Jeśli ty to nazywasz głupotą to wybacz – powiedziała jedna z nich, podciągając spódniczkę pod którą kryła się różowiutka, pulchna różyczka.
– O cholera, to chyba nie są żarty! – krzyknął Mietek.
– Wpuścisz nas, czy mamy cię zerżnąć na klatce ?
Mietek był jak bezwładny golem. Otworzył drzwi na oścież, a one rzuciły się na niego jak dwie hieny.
Już w przedpokoju jedna zaczęła go łapać za pałę.
– Daj mi go prędko obciągnąć! A tak na marginesie to ja jestem Patrycja, a to jest Renata.
Miecio nic nie mówił tylko sapał, bo Patrycja wsadziła sobie jego druta w usta. Słowem – rybka połknęła haczyk, a raczej robaka.
Ssała jego pałę a on głaskał palcami różową cipkę Renaty. Jego fujara była sztywna, jak zabalsamowane ciało Lenina. Patrycja jednak dalej lizała i kąsała jego sprężynę! Czuł jak jego puzon pulsuje we wnętrzu gardła Patrycji.
– No, dosyć gry wstępnej, teraz zmiana ról, to ty teraz wyliżesz nam cipki, a będziesz je ssał jak świeży boczek, do białej kosteczki! – rozkazała Renata. Po czym wdzięcznie wypięła swój kuperek w stronę Mietka.
Patrycja nie zasypywała gruszek w popiele i zrobiła to samo.
Miecio przystąpił najpierw do glansowania szparki Patrycji. Była wilgotna, cieplutka, rozkosznie nabrzmiała po prostu świetna, więc mistrz patelni ochoczo wykonywał swoje zadanie.
Świdrował językiem w jej cipce, wkładając jednocześnie palec w cipę Renaty.
Obie mruczały jak młode kotki.
Potem nastąpiła zmiana i Renata była lizana. Minetki z wymianą trwały jeszcze jakiś czas, aż Mietkowi język zdrętwiał.
– Starczy tego, teraz będzie prawdziwe rżnięcie – powiedziała Patrycja.
W tym samym momencie Renata wskoczyła na sterczący kij Mietka.
– Ale twardy – jęknęła – Ty chyba jesteś jakiś Mietek podnietek. Ale to nic, rżnij mnie jak sękatą deskę.
– O rany! Dziewczyno, ty jesteś tak najarana, jakbyś nie miała faceta jakieś 100 lat!
– Jeszcze minutę temu byłam dziewicą – szepnęła zalotnie.
– Ty? Ty chyba żartujesz, jak na mój gust miałaś więcej chujków w cipie, niż ja włosów na głowie – roześmiał się. Na tym skończyła się pogawędka, bo już do akcji była gotowa Patrycja.
– Włóż mi go w tyłek – prosiła. I Mietek już po chwili, walił ją od tyłu, niczym młot pneumatyczny.
– Och, tak! Tak mi rób, tak mi dobrze – stękała
Mietek posuwał ją rytmicznie, a ona lizała broszkę swej przyjaciółki Po jakimś czasie, zdyszany chłopina położył się, by chwilę odpocząć. Ale Renata nie dała mu zbyt długiej chwili wytchnienia okrakiem siadając na nim.
Jego fiut zniknął w jej kakale tak szybko, jak Titanic w oceanie. Dosiadła go fachowo, jak jakaś dżokejka.
Czuł, że już długo nie wytrzyma takiej jazdy na oklep.
Patrycja usiadła mu na twarzy swą mokrą i miękką, jak aksamit cipcią.
– No dziewczyny, czas na piknik – oznajmił.
– Poczekaj! – krzyknęły dziewczyny i ułożyły się w pozycji 69.
– Pobaw się przez chwilę sam swoim pelikanem – dodały i zaczęły wzajemnie lizać swoje cipki, delektując się ich smakiem.
Mietek był tak podniecony tym widokiem, że ęczył swego konia, jak szalony dżokej na Wielkiej Pardubickiej.
Widział jak jednocześnie przeżywają orgazm. Wiedział, że już nie wytrzyma.
– No dziewczyny, śmietana już się waży!
Nie trzeba było dwa razy powtarzać. Obie podeszły do niego chciwie otwierając usta, jak wielbłądy przy wodopoju.
– Odpalam! – krzyknął i wystrzelił jak radziecki sputnik.
Chciwie zlizywały rozlany nektar życia.
– Ach, ach. Zróbcie mi jeszcze na koniec renowacje kapelusza.
Z rozkoszą zaczęły lizać jego pytę. Lizały, lizały, lizały…
– Pip! Pip! Pip! Pip – Mietek obydził się nagle. No tak, pora do roboty! Czuł, że cała pościel jest mokra od jego spermy.
– Szkoda, że był to tylko sen – pomyślał.
Jednak ślady szminki na jego ciele mogły znaczyć coś innego.

2 thoughts on “Nocna wizyta

Dodaj komentarz