Burza nad jeziorem cz.1

Jeszcze tylko wędki i chyba będzie wszystko. W mojej „Alfie” zrobiło się ciasno. No tak ale jechałem na takie zadupie, że musiałem zabrać prawie wszystko. Spojrzałem na kartkę i zobaczyłem, że wszystkie pozycje są odkreślone, oprócz jednej – paczki prezerwatyw. Szybko założyłem laczki i wyskoczyłem do „Żabki”, która była na przeciwko. Dokupiłem jeszcze dużą litrową flaszkę „Finlandii” bo była w promocji i oczywiście duży zapas gumek.
Może się przedstawię. Na imię mam Wojtek i mam 23 lata. Jestem na IV roku filozofii na UAM w Poznaniu. kiedyś i nadal trenowałem pływanie. Dlatego moja muskulatura przyciągała spojrzenia otaczających mnie ludzi. jeśli do tego dołożyć, ze mam 192 cm wzrostu to chyba w pełni oddaje mój zewnętrzny obraz.
Tak się zdarzyło, że pomimo tego, że uchodziłem za przystojniaka, to nie związałem się jakoś na stałe z jedną dziewczyną. Zawsze kończyło się na kilku nocach i już. Brak chemii…
No może jeszcze jeden ważny element mojej budowy. Dysponowałem prawie dwudziesto centymetrowym, dosyć grubym kutasem, który jak twierdziły ruchane przeze mnie dziewczyny i kobiety a robiłem to od 15 roku życia, oprócz słusznego rozmiaru był bardzo figlarny. Może była to zasługa jego kształtu. No więc była to w momencie wzwodu pała o lekko wygiętym ku górze pałąkowato kształcie z bardzo dużym łbem znacznie grubszym od całego trzonu.

Był piątek, 2 lipiec. Pogoda przepiękna. Godzina 10 – wsiadam do zapakowanej alfy i jadę w kierunku zachodnim do Wronek i potem dalej do Puszczy Nadwarciańskiej. Niedaleko Człopy mam upatrzone dzikie jeziorko zupełnie zapomniane przez turystów. To właśnie cel mojego wypadu.
Była chyba koło 13 jak dojechałem na miejsce. Moje upatrzone obozowisko było wolne.
Wąska leśna droga doprowadziła mnie do małej polanki w środku wysokiego, sosnowego lasu. Południowa część tego porośniętego trawą placyku schodziła pomalutku w dół, aż do zetknięcia się z wodą. Dalej zaczynało się małe jeziorko, porośnięte dookoła sitowiem a jedynie w tym jednym miejscu było od niego wolne wejście do wody.

Ustawiłem samochód pod drzewami tak żeby cały dzień był w cieniu i obok szybko rozbiłem swój trzy osobowy namiot. Rozebrałem się do slipek i wskoczyłem do wody. Kraulem dopłynąłem do środka jeziora i wróciłem delfinem. teraz czekało mnie pompowanie podwójnego materaca i wykopanie dołka na prowizoryczną lodówkę.

Tak zrobiła się prawie 16.00. Po drugiej stronie jeziora pojawiła się spiętrzona, ciemna chmura. Mogło to oznaczać tylko jedno. Nadchodziła burza. Rzeczywiście z oddali dał się słyszeć charakterystyczny pomruk. Zerwał się południowy wiatr i nagle chmura zaczęła wędrować w kierunku mojego obozowiska. Ledwo zdążyłem pochować wszystko do samochodu i kilka gałęzi chrustu do namiotu a z nieba zaczęły lecieć duże krople deszczu. Usadowiłem się wygodnie w aucie i obserwowałem jak rozwija się ten arcyciekawy żywioł. Zerwał się bardzo mocny wiatr i zrobiło niemal ciemno. Widziałem jak po jeziorze w moim kierunku wędruje dosłownie ściana deszczu. Ciemność co chwilę rozjaśniały oślepiające błyskawice a ryk wiatru zagłuszały znacznie głośniejsze grzmoty.
Nagle na dróżce, którą tu przyjechałem pojawiły się dwie postaci.
– Tutaj. Biegiem tutaj – próbowałem przekrzyczeć ryk wiatru.
Widocznie usłyszały bo nagle na siedzeniu obok i tylnym znalazły się przemoczone do suchej nitki dwie dziewczyny. Mogłem poznać to po ociekających wodą strojach i długich blond włosach.
– A to sobie wybrałyście pogodę na spacer – powiedziałem lekko kpiąco.
Dziewczyna, która usiadła obok mnie, spojrzała z wyrzutem. Taka zmoknięta i zbita przez deszcz była naprawdę śliczna. W lusterku widziałem jak druga znacznie młodsza, aż się przygarbiła jak piorun uderzył w sąsiedni brzeg a więc niecały kilometr od nas.
– W samochodzie nic nam nie grozi – uspokajałem obydwie – Jest na gumowych kołach i pioruny go się nie imają.
– Nnoo… Taaak, ale to było tak głośno – jąkała się mała i drobna osóbka z tylnego siedzenia.
Spojrzeliśmy na siebie z wyraźnie starszą dziewczyną, która rozsiadła się na siedzeniu obok mnie i obydwoje parsknęliśmy śmiechem.
– Nie wiem czy ci ktoś mówił ale jesteś piękna, jak tak siedzisz przemoknięta w moim samochodzie – walnąłem komplementem w kierunku blondyny.
– Jeśli myślisz, że to, że nas uratowałeś upoważnia cię do kpin pod moim adresem, to się grubo mylisz – w jej spojrzeniu pojawiły się przepiękne błyski.
– Och jak się tak denerwujesz jesteś jeszcze ładniejsza – puściłem do niej oko a ona zrobiła nadąsaną minkę.
– No dobra. Już nie będę. A tak w ogóle ja mam na imię Wojtek a wy? – spytałem grzecznie.
– Ja jestem Wiktoria a to moja pięć lat młodsza siora Angelika – wyciągnęła w moim kierunku dłoń i cudownie się uśmiechnęła.

Burza jak szybko przyszła tak też się oddaliła. Ziemia dookoła aż parowała świeżością. Gęste wyładowania spowodowały, że w powietrzu unosił się cudowny zapach ozonu. Tataraki poruszone ulewą i mocnym wiatrem przepięknie pachniały. na niebie nie było żadnego obłoczka i słońce szybko ogrzało powietrze i ziemię.
– No myślę, ze możemy wyjść na zewnątrz i ściągnijcie te swoje mokre łaszki, to rozpostarte na krzakach szybko wyschną – spokojnie zaproponowałem.
Dziewczyny wyszły na zewnątrz i wtedy w pełni mogłem podziwiać ich niebanalną urodę i zgrabne figurki. Obydwie były w krótkich jeansowych spodenkach i kusych bluzeczkach na naramkach, które kończyły się pod ich dziewczęcymi biustami. Obydwie jak na komendę zdjęły spodenki i bluzeczki i teraz były jedynie w bardzo skąpych bikini. Przy czym starsza miała strój w kolorze zielonym a młodsza w czerwonym. Były też już dosyć ładnie opalone jak na początek wakacji.
– Może popływamy. po burzy jest taka ciepła woda – zaproponowałem.
Zanim się zorientowałem a już obydwie mocno chlapiąc wbiegały do wody. Z podziwem patrzyłem na małą dupkę młodszej i znacznie większa i krągłą starszej. Po drodze pozbywając się spodni i koszulki pobiegłem za nimi. Byłem dobrym pływakiem i natychmiast znalazłem się tuż obok Wiki.
– Berek klepnęła mnie i odpłynęła w kierunku środka jeziora – pogoniłem za Angelą i po chwili ona była berkiem. Specjalnie uciekałem w kierunku jej starszej siostry i obok niej dałem się klepnąć i objąłem wpół szczupłą talię Wiktorii. Przywarła do mnie całym swoim ciałkiem. nasze usta spotkały się i tak na środku jeziora zaczęliśmy się namiętnie całować. mała widząc co się święci popłynęła w kierunku brzegu. My za nią też. Wziąłem starszą dziewczynę na ręce i zacząłem nieść w kierunku skromnego obozowiska. Zarzuciła mi ręce na szyję i mocno przywarła kipiącymi ze zbyt szczupłego staniczka cyckami do mojej klatki piersiowej.

– Chcę ci się odpłacić za to, że uratowałeś nas przed burzą – szepnęła mi do ucha.
– No tak ale co zrobimy z Angeliką – wyraziłem swoje wątpliwości.
– A niech się gówniara uczy – odszepnęła blondynka i wznosząc się na palce znowu szukała moich ust swoimi. Pochyliłem się i tak stojąc koło leżącego materaca zaczęliśmy się ostro całować. Błądziłem dłońmi po jej plecach, szukając wiązania stanika. Znalazłem je i po chwili uwolniłem jej balony z tej osłony. Czułem jak jej palce wcisnęły się pod gumkę moich slipek. Po chwili szczypała i gniotła moje pośladki, jednocześnie dociskając mojego budzącego się do działania kutasa do swojego płaskiego brzuszka. Nasze języki jak szalone wędrowały z buzi do buzi, nawzajem się wypychając.

Kątem oka spojrzałem co robi małolata. Angela oparła się o samochód, jedna jej rączka błądziła po małych cycuszkach a druga pocierała mokrą, świecącą się, śliską plamę na majteczkach w lekko rozwartym kroczu.

Moje ręce powędrowały w dół pleców Wiktorii. Wsunęły się pod gumkę jej majtek. Lekko przykucnąłem i pomału ale konsekwentnie zacząłem ściągać z niej skąpe majteczki. Pomogła mi i po chwili po prostu wyszła z nich i leżały teraz na trawie obok. Znowu przywarła do mnie mocno. Na udzie czułem lekko kujące odrosty, kilka dni nie golonych, włosków twardego wzgórka łonowego. Podnieciło mnie to jeszcze bardziej i mój nabrzmiały tym podnieceniem kutas pokonał opór gumki slipek i wystawił swój ogromny łeb na zewnątrz. Duża kropla moich soczków zaczęła rozmazywać się na jej brzuszku w okolicach ślicznego pępuszka. Przełożyła dłonie bardziej na moje biodra i po chwili, przy mojej pomocy, także moje kąpielówki znalazły się na trawie.

Znowu spojrzałem w kierunku Angeli. Aż rozdziawiła usta widząc potęgę mojego chuja gniecionego między naszymi brzuchami a jej rączka jeszcze szybciej zaczęła poruszać się po mokrym i szerzej rozwartym kroczu.

Położyłem Wiktorię na materacu. Moje usta, po jej pięknej szyi, przeniosły się na nabrzmiałe, piękne swoim kobiecym kształtem, średniej wielkości piersi. Teraz chwytałem, twarde jak kamyczki sutki, swoimi spragnionymi wargami, leciutko chwytałem je zębami, ssałem jak osesek. Wyraźnie rozbudzona tymi karesami, cicho jęknęła. To dało mi sygnał i wtedy moja dłoń powędrowała do jej krocza. Szeroko rozrzuciła nogi, udostępniając mi dojście do jej jaskini rozkoszy. Z jej norki, śliskie soczki aż kipiały. Wykorzystałem to i bez najmniejszych oporów wepchnąłem do jej ochotnej pizdy dwa wyprostowane palce.
– Taaak…, To wspaniałe… – rozpoznałem w cichym jęknięciu.
Zacząłem ją ostro posuwać dwoma a po chwili trzema paluchami. Moje usta opuściły piersi i zaczęły się poruszać w kierunku pieszczącej jej srom dłoni. Po chwili dotarłem tam i palce zastąpił mój mokry język. Była naprawdę pyszna.
Przerzuciłem swoje ciało i po chwili byliśmy w pozycji 69. Czułem jej figlarny języczek zlizujący śluz z głowicy mojego chuja i wędrujący do samej moszny i z powrotem, usta obejmujące fałdki ściągniętego daleko napletka i przesuwające się jeszcze dalej, wreszcie opór tylnej ścianki jej gardła gdzie dotarł gładki i duży łeb mojego chuja i wreszcie obrączkę zamkniętej na trzonie dłoni, wędrującej w ślad za cofającymi się wargami, by po chwili uciekać przed nimi aż do moszny z jednej strony i twardego mojego wzgórka z drugiej. Byłem jak w siódmym niebie.

Spojrzałem znowu na małolatę. Odchyliła swoje majteczki i teraz zabawiała się na całego swoją różowiutką, cnotliwą waginką, wpychając w nią opuszki paluszków i oblizując je ze swoich dziewczęcych soczków.

Środkowym palcem, zastąpionej przez język dłoni, zacząłem krążyć dookoła zaciśniętego kakaowego oczka Wiki. Cicho jęknęła zakneblowana moim chujem, kiedy wepchnąłem sztywny paluch w jej odbyt. Zacząłem ją nim tam posuwać. nagle poczułem, że też wepchnęła swój palec w mój odbyt. Nigdy tego nie doznawałem ale muszę się przyznać, że bardzo mnie to podnieciło. Tak liżąc swoje organa płciowe posuwaliśmy się wzajemnie w nasze dupy.

Niebieskie oczka gimnazjalistki zaszły mgiełką. Na jej twarzy pojawił się ów stan orgastycznej błogości. Zaczęła ciężko dyszeć i wyraźnie wszystko co ją otaczało przestało się liczyć. Onanistycznie doprowadziła się do orgazmu.

Wiktoria uwolniła na chwilę mojego kutasa ze swojej buzi i cicho szepnęła:
– Wejdź we mnie i wyruchaj mnie. Chcę cię poczuć jak najgłębiej.
Tylko na to czekałem. Szybko klęknąłem, siadając sobie na stopach, między rozrzuconymi i lekko ugiętymi w kolanach nogami dziewczyny i przyciągnąłem ją, tak że jej pizda oparła się o moją mosznę. Odchyliłem biodra lekko do tyłu, chwyciłem w garść swoją nabrzmiałą pałę i wjechałem w jej cieplutkie wnętrze całym swoim kutasem.
– Aaa… Aaach… – głośno jęknęła, kiedy jej pochwa wypełniła się moim trochę większym niż średnim kutasem – Jaki on wspaniały i sięga chyba do gardła.
Zacząłem ją ruchać na początku powolnymi pchnięciami i tylko trochę wysuwając swego rumaka z jej norki. Jednak z czasem znacznie przyspieszyłem. Po minucie jebałem ją już całym sobą a nasze ciała zaczęły stanowić jedno. Jej poruszało się w rytm moich ruchów frykcyjnych a cudownie rzeźbione cycuchy podskakiwały jak dobijałem do końca.
– Jeszcze, jeszcze, chcę cię czuć głębiej – jęczała, tarmosząc palcami swoją nabrzmiałą żołądź łechtaczki.

Znowu spojrzałem na młodszą siostrę. Teraz siedziała po turecku i nadal pocierała swoją pisię. W jej wzroku wyczuwałem coraz większe pragnienie zastąpienia Wiki i podstawienia do wyjebania swojej dziewczęcej, jeszcze nie tkniętej pizdeczki.

Rozszerzyłem swoje nogi a jej stopy oparłem na swojej piersi. Teraz mogłem w nią wnikać jeszcze głębiej. W tej pozycji zwanej „drzewko szczęścia”, pozwalającej wnikać w kobietę bardzo głęboko ruchałem ją kilkanaście minut. Niedługo po zmianie pozycji pierwszy raz doszła, później ten dreszcz targający jej ciałem powtarzał się jeszcze kilka razy. Coraz częściej aż do momentu gdy weszła w orgazm ciągły. Jej naciągana do granic swoich możliwości pochwa, co chwila wpadała w dreszcze, które jeszcze bardziej stymulowały podniecenie mojego chuja. Ruchałem ją jak szalony aż do momentu kiedy zamarłem w bezruchu wbity maksymalnie w jej pizdę i moja nabrzmiała rozkoszą pała zaczęła pulsować, by po chwili wybuchnąć niczym wulkan i zalać jej wnętrze ciepła spermą. Czując ogromne ciśnienie tego wystrzału, w pierwszej chwili zamarła w bezruchu, by po chwili wpaść w bezkresną euforię.
– Jeszcze, kurwa jeszcze. Pierdol mnie ty mój ogierze – wiła się i drżała w tej orgastycznej ekstazie.
Jeszcze kilkanaście pchnięć i mój kutas zaczął się kurczyć. No cóż taka jest natura, sorry. Wyjąłem go całkowicie a z jej pulsującej, zaczerwienionej od wysiłku pizdy zaczęła tryskać niczym z fontanny mieszanina mojej spermy i jej soczków.

– Teraz jak już skończyliście to może znowu pójdziemy popływać – to Angelika poprawiła swoje majteczki i była gotowa do zanurzenia w wodzie.
– Musimy chwilę odpocząć ale ty możesz iść do jeziora – dysząc odpowiedziała jej siostra.

Cdn.

Dodaj komentarz